Mój dom i sąsiedzi w okolicach Detroid (Daniel Senderek)
Autor relacji z wyjazdu: Daniel Sen
Po przybyciu do USA zamieszkałem w Sterling Heights. Sztyrlingowe Wzgórza to miasto położone ok. 20 kilometrów od Detroit. Dopiero na zajęciach w mojej szkole dowiedziałem się, że ludnościowo to drugie po Detroit miasto w stanie Michigan. A Detroit to obecnie najniebezpieczniejsze miasto w USA. Wszystko to głównie z powodu braku pracy. Dziesiątki tysięcy pracowników zwolnionych z fabryk motoryzacyjnych. Zwolnionych lub pracujących za połowę stawki. Włączam TV, a tu na czerwonym pasku na dole leci informacja - General Motors zwolnił właśnie 3500 pracowników montowni trucków i vanów.
Tak z dnia na dzień - cięcie kosztów. 3500 rodzin straciło zapewne jedyne źródło dochodów i ubezpieczenie zdrowotne, więc jedna wizyta w szpitalu lub wezwanie karetki rujnuje ich oszczędności (o ile takowe w ogóle mają) i budżet domowy. Wezwanie karetki bez żadnych skomplikowanych badań wykonanych w domu pacjenta czy po przewiezieniu na izbę przyjęć kosztuje ponad 1000$, a wizyta w szpitalu to wydatek przynajmniej kilku tys. $!).
Brak pracy pociąga ze sobą lawinowy wzrost przestępczości. A najbardziej przestępczość w Detroit kwitnie przez... rządy Afroamerykańskiego burmistrza Kilpatricka. Sam ukradł (tak ukradł) z miejskiej kasy kilka milionów dolarów. Połowę porozdawał "komu trzeba", drugą połowę wziął sobie. Zatrudnił na wszystkich ważnych stanowiskach swoich kolesi, którzy jedyne, co potrafili powiedzieć o swoim stanowisku pracy i swoich obowiązkach to to, że zarabiają 10tys. $ miesięcznie. To jedyne, co wiedzieli - po co przychodzą do pracy. Kwame podniósł płacę policjantom, zamontował im w radiowozach ekspresy do kawy i dał talony na pączki i... i jest bezkarny! I teoretycznie może zostać wybrany na kolejną kadencję, bo przecież Detroit to czarne miasto, więc nie wybiorą tam białego burmistrza, albo kogoś, kto ukróci ich bezprawie. Kilka tygodni po napisaniu tych słów Kwame spędził swoją pierwszą noc w areszcie. A rok później rozpoczął się jego proces.
Teraz już nawet jak Murzyn wejdzie do naszego domu, by nas okraść to nie mamy prawa go zastrzelić. Musi być uzbrojony, zagrozić nam bronią, najlepiej nabitą, a jeszcze lepiej to powinien do nas kilka razy celnie strzelić, byśmy mieli prawo użyć własnej, legalnie posiadanej broni we własnej obronie. Oczywiście, gdy do Czarnego wszedłby Biały (chociażby listonosz) to zgodnie z zasadą "Mój dom - moją twierdzą", Czarny ma prawo rozstrzelać intruza z nawet nielegalnie posiadanej broni. (Tu oczywiście przejaskrawiam - przyp. autora). Parafrazując słowa odnośnie hitlerowskich obozów koncentracyjnych, że to "Ludzie ludziom zgotowali ten los", w Detroit brzmi to: "To Czarni Białym zgotowali to piekło...". Na szczęście do Sterling Hgts. nie napłynęła jeszcze ta cała detroitska biedota i przestępczość - chociaż z każdym rokiem, mila po mili się do nas zbliża.
Mieszkamy w tzw. Condominium (dla mnie jest to obecnie najpiękniejsze fonetycznie słowo w języku angielskim). Kondominium to prawnie coś jakby nasza (polska) wspólnota mieszkaniowa. Tutaj jest to osiedle domków wielorodzinnych, tzw. szeregowców. Mieszkania połączone są ze sobą bokami po cztery, oraz cztery takie domki połączone są "plecami" z kolejnymi czterema, więc jeden taki zbitek liczy osiem mieszkań. Na całym osiedlu jest ich (takich zestawów składających się z 8mieszkań) prawie 30. Nic zatem dziwnego, że cholernie można pobłądzić, gdy wszystko takie same i idealnie symetryczne. Ja orientuję się tutaj jedynie dzięki położeniu basenu (który widzę z okna). Ale nie wiem, co byłoby gdybym musiał szukać właściwego domu po kilku piwkach lub czymś mocniejszym?;) Kondominium nazwiemy też każde mieszkanie w bloku, czy nawet w nowojorskim apartamentowcu.
Wszyscy mieszkają zatem w takich samych domach, nie mogą niczego z zewnątrz w nich zmienić (przemalować elewacji zewnętrznej, wystawić na ganek nic więcej, niż jakąś figurkę, krzesło lub małego grilla (wszystko jest opisane w regulaminie). Nie można zmienić żaluzji, a nawet anteny satelitarnej zawiesić na domu - można ją wkopać w ogródek ale tak, by nie wystawała powyżej 1,2metra ponad ziemię. Na środku osiedla jest basen z którego każdy z mieszkańców może korzystać, a nawet zaprosić dwoje znajomych. Czynny od początku maja do końca sierpnia - zapraszam. Nasze condominium jest narożne, więc sąsiadów zaściennych mamy tylko jednych. Murzynów:) Oczywiście to ci "lepsi" Murzyni. Żadne tam shootingi przed housem, umpa-umpa do białego rana czy kolejny mały, czarny, nowiutki Afroamerykanin co 9-10miesięcy. Ale już drugi zestaw osiedlowych Murzynów jest... dziki. Codzienne kłótnie do białego rana, krzyki, wrzaski, wzajemne wypędzanie się współmałżonków z wynajętego mieszkania, koledzy z Detroit przywożący im co weekend narkotyki - "Yo, Black Nigga! - "Yo, Black Brother!, murzyński uścisk dłoni i już po "wizycie". W USA Murzyni dostają dodatek socjalny za to, że są czarni. Jeśli się oczywiście kwalifikują do owego zasiłku. Dostają talony na jedzenie, dopłaty do dzieci, itp. przywileje o których Biali mogą tylko pomarzyć. Tzn. białym też się podobne przywileje należą, ale udowodnij Białasie, że jesteś tak biedny, jak nasi czarni bracia z getta. Państwo nawet płaci za Czarnych za mieszkanie! Najlepiej jest więc wynająć mieszkanie właśnie Afroamerykanom, bo wtedy, zawsze danego dnia miesiąca wpłynie na nasze konto czek wprost od Rządu USA. Teraz mieszkania w USA są bardzo tanie. Dom w biedniejszej dzielnicy Detroit można kupić nawet za 5-10tys.$/szt. Wyremontować go, a później wynająć za 800-1000$/m-c. Oczywiście z duszą na ramieniu z powodu tego, jak może zostać przez ten miesiąc zdewastowane przez dzikusów niewiele różniących się od zwierząt. Uwierzcie mi na słowo, że moje ostatnie zdanie nie jest ani przesadzone, ani rasistowskie. Dzikusi są w każdej rasie i narodowości, ale w Czarnej jest ich i więcej i... są bardziej dzicy. To jest po prostu fakt genetyczno - "kulturowy".
Na przeciw nas mieszka para amerykańskich 27latków. W sumie mają 54lata i ważą około 540funtów (250kg). Oj, albo i grubo więcej! Dwie toczące się kule, które kilka razy dziennie odwiedza goniec z pizzerii, by dostarczyć im 3największe pizze i jakieś inne zawiniątka do spożycia. Prawdziwy amerykański styl życia.
Raz na tydzień (w piątkowy poranek) przyjeżdża śmieciarka, więc już w czwartek wieczorem wyrzuca się wszystko, co zbędne (śmieci, graty, stare meble, zalane dywany, itd). Tzn. wystawia w punktach zbornych - pod jakimś drzewem lub płotem. Ciekawe, jak to będzie w lecie, gdy tygodniowe odpadki zaczną się psuć? No i czy nocą pieski nie wygrzebią sobie, co lepszych pozostałości? No i nastało lato i już wiem, jak to jest. Psujące się odpadki trzeba trzymać w piwnicy, gdzie jest chłodniej. Albo podrzucać na sąsiednie osiedle, gdzie mają kontenery na tego typu śmieci. A worków ze śmieciami w nocy z czwartku na piątek nie rozrywają psy, a wiewiórki (często w towarzystwie szopów i oposów, które najedzone z pełnym brzuchem nie zdążają później uciec przed jadącym samochodem i giną tuż po kolacji).
Gdy jeszcze byłem w Polsce, to ostatnią głupią rzeczą zarządu mojego osiedla było wprowadzenie zamykania kontenerów na śmieci na klucz. Każdy mieszkaniec ma klucz, by ludzie spoza osiedla nie mogli do naszych kontenerów wrzucać śmieci. Więc co robią? Kładą worki ze śmieciami pod śmietnikami, ku uciesze psów i kotów z całego miasta. A później śmieci i fruwające worki wiatr roznosi po całym mieście. Mądre prawda?
A co jest głupiego w naszym condo? Zauważyłem, że osiedla tego typu są szczelnie ogrodzone od sąsiednich osiedli. Zazwyczaj mają tylko jeden wjazd i by dojechać pod swoje mieszkanie, czasem trzeba się nieźle nakręcić. Przejścia piesze między osiedlami czasami się zdarzają (zazwyczaj, gdy przez dane osiedle prowadzi droga do szkoły), ale są one czynne tylko w dni nauki szkolnej. Na weekendy i w wakacje są szczelnie zamykane. No, ale to jeszcze nic - będę w Nowym Yorku i na Brooklynie zobaczę... osiedla odgradzane od sąsiednich osiedli... drutami kolczastymi i zasiekami!
Nasze osiedle, za sprawą tego, że szefową osiedla jest Albanka zrobiło się ostatnimi czasy albańskie. Uchodźcy z bałkańskiego kraju, który jest ponad 10x mniejszy od Polski (zarówno terytorialnie jak i ludnościowo) stanowią obecnie ok. 80% mieszkańców osiedla, które kiedyś było w połowie polskie. Obecnie polskich rodzin jest około 5-6 i ciągle ich ubywa. Ceny mieszkań z roku na rok spadają, i jeśli komuś uda się teraz sprzedać jego "condo" za jakąś jeszcze dobrą cenę, to to robi i ucieka kolejne kilka mil dalej od Detroit, przed zbliżającą się nieuchronnie "ciemnością"... W końcu to właśnie w Detroit zamieszkuje ponad połowa całej michigańskiej afroamerykańskiej społeczności (ależ ładnie to nazwałem). Na szczęście Albańczycy są rozdartą społecznością, gdyż połowa z nich to katolicy, a druga połowa to muzułmanie. Linią podziału jest... basen. Na lewo od basenu osiedlają się muzułmanie, na prawo od basenu katolicy. To pozwala nam, Polakom nie zginąć w albańskiej fali. A po czym poznasz nieAmerykanina (czy to na osiedlu, czy w sklepie, czy na ulicy, czy gdziekolwiek)? Po tym, że się do Ciebie nie uśmiechnie, nie powie: "Hi", nie zapyta: "Co u Ciebie?".
Zalety życia w Kondominiach (za 225dolarów miesięcznie stałej opłaty otrzymujemy):
- darmową wodę
- darmowy gaz
- dostęp do basenu
- dwa miejsca postojowe (które, gdy nie mamy auta, możemy wydzierżawić sąsiadom za 25$/m-c)
- przystrzyżone przez Meksykanów trawniki i żywopłoty
- odśnieżone zimą chodniki
- wywóz śmieci
- brak zainteresowania w ile osób zajmujemy nasze condo - (płaci się od mieszkania, a nie od mieszkańca)
- jakiś tam pilnujący ładu, porządku i bezpieczeństwa zarząd osiedla.
wady życia w kondominiach (naszego typu):
- brak garażu
- brak podjazdu pod domem na którym zmieścimy nasze wszystkie samochody (w kondo należą nam się 2 miejsca parkingowe)
- brak możliwości dowolnego kształtowania wyglądu domu i ogródka przed domem
- niebezpieczeństwo posiadania za ścianą głośnych sąsiadów
- głupota hydrauliczna. Rury ściekowe sąsiadów są u nas w piwnicy, kurki do zakręcania wody na zimę są u sąsiadki. Jak nie zakręci, to zalewa nam piwnicę.
- wiele durnowatych zakazów i nakazów
1. Jeden z 27 jednakowych budynków ośmiorodzinnych na naszym osiedlu.
2. Condominium z całkiem bliska.
3. Satelitarne zdjęcie osiedla na którym sobie rezyduję (permanentnie).
4. Najczęstszy widok w oknach amerykańskich domów - na sprzedaż.
5. Flaga narodowa większości naszych sąsiadów - Albania.
6. Przejście między osiedlami - gdyby nie młodzież szkolna, w ogóle by go nie było.
Autor: Daniel Sen
http://stany.blog.pl/







