Jazda samochodem po USA (Daniel Sen)

Autor relacji z wyjazdu: Daniel Sen

Mimo, że Polacy to w ich przekonaniu najlepsi kierowcy na świecie, to właśnie w Stanach, mimo przerażającej ilości samochodów, mimo przemykania pomiędzy kierowcami z prawie 200 państw świata, (którzy w swoich krajach często samochody widzieli tylko na obrazkach) byłem świadkiem tylko jednego skromnego wypadku. Jakimś cudem te pędzące codziennie miliony ton stali (jest tu zarejestrowanych ponad 250milionów samochodów) nie wyrządzają takiego spustoszenia, jakie robią sobie polscy kierowcy. Jak zatem jeździ się po USA?

Przede wszystkim... PRZEPISOWO! W Polsce jeśli ktoś ma samochód potrafiący rozpędzić się do 200km/h, i wydał na niego 2x więcej złotówek niż musiałby za to auto zapłacić w USA, to chce pokazać "na co go stać" i co jego cacko potrafi. Oczywiście ktoś, kto ma samochód wyciągający 300km na godzinę chce pokazać, że jest lepszy od tego 200km/godzinnego i jeździ wszędzie gdzie się tylko da z prędkościami zbliżonymi do maksymalnych;) I tak oto młody Zientarski rozbija się Ferrari Modena na dziurawej Puławskiej, a inny młody Yuppie rozbija Mercedesa SLR w samym centrum Warszawy. W USA nie trzeba się o takich kierowców martwić, bo policjanci zastrzelą takiego wariata zanim sam zdąży się rozbić (albo zrobić komuś krzywdę swoją jazdą). W USA (nie licząc Kalifornii, gdzie na autostradach nie ma limitów prędkości, chociaż już się pojawiły, pod rządzami proekologicznego gubernatora Arnolda Schwarzeneggera) skromną Toyotą Camry, którą się poruszam "łykam" Audi R8, Bentleye Continentale GT, Chevlolety Corvette Z6, Lotusy, Porsche GT2, itd. Oni przepisowo jadą 70mil na godzinę, a ja mam odwagę jechać 75. Oni boją się, że za otrzymany mandat następna składka OC wzrośnie im o 100% (plus oczywiście mandat i zapis w rejestrze wykroczeń), a ja się tego nie boję...;)
Dlatego wszystko tutaj dzieje się tak jakoś spokojnie. Wariatów na drogach nie widać, a jak ktoś pędzi szybciej niż powinien, to jest to zazwyczaj AfroAmerykanin - jeśli nie sam, to dumnie wieziony przez swoją czarną Squo. Reszta niewyjętych spod prawa jeździ przepisowo. Tu nie musisz co chwilę uciekać na pobocze, bo ktoś wyprzedza na trzeciego czy czwartego. Tu się po prostu nie wyprzedza (w polskim rozumieniu tego manewru, czyli przekraczając oś jezdni i zajmując pas przeznaczony dla jazdy w przeciwnym kierunku). Tu po pierwsze - każdy ma pod nogą te przynajmniej 150KM i automatyczną skrzynię biegów, więc spokojnie, nawet staruszka rozpędzi swoje auto w kilka sekund do tych przepisowych 35-45mil/h (na terenie zabudowanym). No i tu na głównych arteriach masz te 2-3 pasy i zawsze znajdziesz dla siebie taki, na którym będziesz poruszał się dogodną prędkością. Oczywiście na autostradach marnują się zawsze dwa pasy na pasy awaryjne - po lewej i prawej stronie drogi dla każdego kierunku ruchu.
A co w ruchu drogowym w Michigan jest najmądrzejsze? To, że pomiędzy dwoma pasami pędzącymi w jedną stronę i dwoma w drugą jest międzypas na który wjeżdżamy, gdy chcemy skręcić w lewo eliminując tym samym lewoskręty wstrzymujące ruch na całym szybkim pasie. Tak samo wyjeżdżamy na ów pas z bocznej uliczki i czekamy na nim, aż droga zrobi się wolna. A gdy interpasu nie ma, to w miejscach gdzie ludzie mogą lewoskręcać robione są po prawej stronie takie wymijaki tych lewoskręcających i dzięki temu przez jeden lewoskręt nie stoi cała ulica. To powoduje, że ruch jest płynny, nie rodzi się drogowa agresja przez ciągłe się zatrzymywanie bez powodu. Po prostu cud, miód i benzynka po 1,81zł za litr:)

Mimo, że jakość dróg może w stanie Michigan pozostawiać trochę do życzenia, to infrastruktura drogowa jest genialnie rozwiązana. Wspomniane już wcześniej interpasy, malutkie wylejki asfaltu, by lewoskrętów nie trzeba było mijać poboczem, oznaczenia zjazdów tak czytelne, że nawet bez GPS-u, nawet bez znajomości języka angielskiego nie można się zgubić. Miejsca robót drogowych tak oznakowane i zabezpieczone przez barierki, znaki, światła, by ani drogowcom ani kierowcom nic nie zagroziło. Proste i skuteczne ograniczenie prędkości na odcinkach remontowanych - Gdy widzisz robotników - 45mil/h, gdy nie ma robotników - 70. W Polsce na "autostradzie" stawiają 40km/h, prace remontowe trwają 8godzin dziennie, a przez kolejne 16godzin, policja ma gotowych piratów drogowych jadących po "autostradzie" zabójczą prędkością 60-70km/h. Podobnie ograniczenia prędkości przy szkołach - 25mil na godzinę obowiązuje tylko wtedy, gdy pod znakiem miga światło ostrzegawcze (w godzinach, gdy kończą się lekcje i gdy SchoolBusy albo rodzice wyjeżdżają spod szkół). W Polsce ulubionym zajęciem naszych pożałowania godnych "stróżów drogowego prawa" jest ustawianie się tuż za przyszyszkolnym znakiem ograniczającym prędkość (oczywiście robią to także w wakacje, kiedy to dzieciaków w szkole ani tym bardziej pod szkołą nie ma) i "czesanie" wszystkich po kolei. Znaki symbolowe, a poniżej pisane, gdyby ktoś owego symbolu nie znał. Gdy nie można wyprzedzać napiszą "No Pass", gdy można - napiszą "Pass with care" (czyli wyprzedzaj ostrożnie). Ulice w miastach ułożone pod kątem prostym, nazywane kolejno numerowanymi milami, alejami, przecznicami. Wystarczy zapamiętać kolejność 6mil na zachód i 6mil na wschód od miejsca swojego zamieszkania i dojedzie się wszędzie, gdzie niezbędne - do szkoły, kina, sklepów, centrów handlowych, znajomych. Van Dyke Avenue, Mound Road, Ryan Road, Dequindre Road, John R Road, Rochester Road... I nie musisz mieć mapy, by gdziekolwiek dojechać, bo każdy poda Ci miejsce swojego zamieszkania mniej więcej tak: jedziesz Dequindre, skręcasz w 17milę, jedziesz 3/4mili, skręcasz w prawo w Packard i już jesteś na mojej ulicy.
Gdy boisz się szybko jechać, wybierasz taką ulicę albo milę, na której dozwolona jest niższa prędkość maksymalna (np. 40mil/h), lubisz szybszą jazdę - wskakujesz na szybszą ulicę (50mil/h) albo na highway, gdzie można zasuwać te 70mil/h (do autostrady prowadzącej ze wschodu na zachód mam zaledwie 2mile, do autostrady prowadzącej w kierunkach północ - południe mam 7mil, gdy pojadę na wschód, albo 9mil gdy pojadę na zachód - raj dla automobilistów, prawda?). W Polsce, by dojechać do autostrady prowadzącej ze wschodu na zachód muszę pojechać do Czech lub na Słowację, a by dostać się na północ lub południe najlepiej udać się na niemiecką Autobanę;) A Tusk cieszy się, że w Polsce jest obecnie najwięcej rozpoczętych autostrad... Wszyskie normalne państwa mają je już dawno wybudowane, a my dopiero zaczynamy...
W USA nie ma kolizyjnych skrzyżowań, nie ma pieszych na ulicach (czytelnicy z NY nie pisać mi, że u Was pieszych jest 5milionów). To właśnie w biednych krajach, gdzie ludzie poruszają się pieszo, rowerami, motorami jest największa śmiertelność w wypadkach drogowych. Kierowcy giną najrzadziej - chyba, że się powieszą w celi za spowodowanie wypadku w którym skasowali 10 pieszych.

Co jest jeszcze miłe? Uprzejmość. Tu nie ma polskiej złośliwości. Tych zaciśniętych ust, redukcji biegu, piłowania silnika aż do odcięcia zapłonu, by tylko być chwilę przed kimś, albo by tego kogoś nie wpuścić na nasz pas. Tu ruszenie i zahamowanie nie wymaga takiego wkładu siły i uwagi, jak w Polsce. Tu wciskasz hamulec - stoisz, wciskasz gaz - jedziesz. Benzyna tania, można często hamować. W Polsce każda uprzejmość to noga z gazu, noga na sprzęgło, noga na hamulec, ręka na gałkę zmiany biegów, redukcja, puszczenie sprzęgła, gaz... Więc sorry, czekaj pajacu, bo ja Ciebie na pewno nie wpuszczę. Oczywiście zdarzają się różnego rodzaju zwierzęta drogowe, ale to częściej z powodu zagapienia się, niż ze złośliwości czy zachowań samobójczych.
Chociaż bywają i takie przypadki, jaki spotkał mnie chociażby dzisiaj. Jadę za samochodem, którego kierowca jedzie na dwa pedały, czyli, mając skrzynię automatyczną naciska pedały dwoma nogami, jakby jechał na rowerze. Robią tak najczęściej ci, którzy większość życia tak właśnie się poruszali i zostało im to już we krwi i odruchach warunkowych. Tak też było w tym przypadku. Wnerwiające jest to bardzo, a gdy ktoś ma dodatkowo spaloną jedną żarówkę STOP-u, to już zupełnie nie wiadomo, o co chodzi (bo kierunkowskazy w amerykańskich autach są zazwyczaj czerwone). Wyprzedzam, patrzę - Muzułmanka...
No właśnie, gdy mąż takiej kobiety da jej auto, ale wytnie jej tak małe szparki na oczy w jej czadorze, że ta nic przez nie nie widzi, może być nieciekawie z jazdą za taką "kierowniczką". Matka, gdy zobaczyła tak właśnie ubraną kobietę wysiadającą z podobnie niepewnie prowadzonego auta, powiedziała jej: Halloween się skończył!
Tamta urażona spod swojej burki wyburknęła: Powinnaś dostać w twarz za to co powiedziałaś! Matka zatem nastawiła "twarz", tzn. dwa wielkie półdupki i dodała: Tu możesz mnie pocałować za to co powiedziałam. Dobrze, że kobieta tego dnia nie miała przy sobie bomby, bo już pewnie byłbym półsierotą...;)
Albo kolejny przypadek z kolejnego dnia. Tu, gdy nie jest jasno napisane, że DON'T TURN ON RED, to można skręcać na czerwonym w prawo (tzw. nasza "zielona strzałka"), oraz w lewo w ulicę jednokierunkową. Stoję wczoraj w kolejce aut, wszyscy po kolei skręcają na czerwonym, ale jeden nie skręca. Zapalilo się zielone i też nie za bardzo jedzie. "Popchany" klaksonem ruszył jak mucha w smole, a że akurat zmierzał do tego samego sklepu co ja, przyjrzałem się kierowcy - około 80letni człowiek z Zespołem Downa. Czy w Polsce ludzie z taką wadą mogą w ogóle mieć prawo jazdy?

Poza tego typy przypadkami tutaj naprawdę wszyscy jeżdżą tak, jakby nigdzie się nie śpieszyli. Oczywiście na autostradzie pędzą te dozwolone 112km/h, w mieście też pędzą tyle co dozwolone, przeskakują skrzyżowania na żółtym, ale nikt się przed nikogo nigdy nie wciska, nie wymusza pierwszeństwa, nie zrobi sobie skrótu przez np. centrum handlowe czy stację benzynową. Wszyscy kierowcy wiedzą, że światła przecinające Mound Road świecą się tylko przez 12sekund. Przejedzie co najwyżej 5-6 samochodów. Mogą przecież ustawić się na dwa pasy, by szybciej przeskoczyć skrzyżowanie - nie! Będą stali na jednym pasie i co najwyżej poczekają na kolejne zielone. To jest właśnie ta ich niesamowita zachowawczość. Gdy przez jedną milę lecą dwa pasy w jedną stronę, a ok. 500m za skrzyżowaniem droga zwęża się do jednego pasa to co wszyscy robią? Już przed światłami stoją karnie na tym jednym pasie, który pozostanie. W Polsce każdy podjechałby pod sam sygnalizator, już na żółtym wyrwał do przodu jak Kubica, by wyprzedzić cały sznurek naiwniaków stojących za sobą. Tutaj prawie nikt tego nie zrobi. Tylko ja i inni europejscy kierowcy. W Polsce oczywiście takiego cwaniaczka próbowałoby się nie wpuścić na swój pas. W USA... nikomu nie przyjdzie do głowy nie zrobić mi miejsca. A jak ktoś złośliwie zmusi nas w takiej sytuacji do przyhamowania, można spokojnie wykrzyczeć: "Ty durny fiucie!" po polsku albo w jakimś innym słowiańskim języku i... złośliwy kierowca na pewno zrozumie;)
STOP-y. Tyle znaków STOP, ile jest na samym moim osiedlu nie naliczy się w wielu polskich miasteczkach. Jest ich tu kilkadziesiąt. Każde skrzyżowanie, gdzie mogłoby dojść do kolizji (nawet wyjazd z parkingu) jest ostopowany z tylu stron, ile dróg. Należy się na takim STOP-ie zatrzymać, policzyć do pięciu i dopiero ruszyć. Kolejność ruszania jest taka sama, w jakiej kolejności się zatrzymaliśmy przed swoim znakiem. To wyklucza polską zasadę pierwszeństwa nadjeżdżającego z prawej strony (tzw. zasada prawej dłoni), gdyż wielu ludzi ma po prostu po dwie prawe dłonie - trzn. prawą i "tę drugą prawą" i łupiliby tu w siebie na tych skrzyżowaniach ciągle.

Co jeszcze jest dobre w amerykańskim ruchu drogowym? Oznaczenie np. robót drogowych. Gdy jakiś pas jest zamykany, to dowiemy się tego już kilka mil wcześniej. Będzie nam to powtarzane co kilkaset metrów. Będą tablice wyświetlające nam informację: "zmień pas na prawy, bo ten za milę się kończy", będą świecące strzałki widoczne z kilometra, itp. Trzeba po prostu zasnąć, by wpaść tu na jakiś zamknięty pas drogowy. W Polsce niejednokrotnie zamknięte pasy oznajmiane są... barierką w którą jeśli się zagapimy to przywalimy. Tu już kilkaset metrów przed końcem owego pasa żaden kierowca po nim się nie porusza - w Polsce podjedziemy aż pod samą dziurę, wciśniemy się "martwym polem" przed innych, by tylko zaoszczędzić 2 miejsca w korku.
Co jeszcze jest dobre w USA? Policja. TAAAAK, Policja! Oczywiście tylko wtedy, gdy nie łamiemy przepisu, a mamy np. problem z autem. Policyjny radiowóz zawsze do nas podjedzie, stanie za naszym autem i włączy sygnały świetlne, by nikt w nas nie uderzył. Będzie stał tak długo, aż naprawimy auto (np. wymienimy przebitą oponę) albo póki nie przyjedzie pomoc drogowa - cudownie, nie?

Co w ruchu w USA przeraża? To, że gdy pędzi przed siebie kilka pasów samochodów, gdy wszyscy mają "na zegarach" po 70mil/h (112km/h), to mało kto z nich rozumie kinetykę ruchu 2-3ton stali. Jadą tak blisko siebie, na ostrych łukach mało kto zwalnia, siła odśrodkowa wszystkich wynosi, bo mało kto rozumie siły działające na pojazd. Tak jak ich domy trzymają się na gipsie i kartonach (do pierwszego większego wiatru), tak samo jazda samochodami - jeden nieprzemyślane zachowanie kierowcy i wpada na siebie kilkadziesiąt aut. Ciągle mam to przed oczami, gdy tak pędzę razem z nimi. Auta tutaj to nie jakieś tam małe pudełeczka (Maluchy, Seicento, itp.) jak w Polsce, o krótkich drogach hamowania, a przynajmniej 2tonowe krążowniki, miękko zawieszone Cadillaki, wuelkie SUV-y o wysokich punktach ciężkości, tudzież niespełniające żadnych technicznych wymogów dopuszczenia do ruchu drogowego wraki, które zatrzymać jest trudniej niż rozpędzony pociąg. Tu auto, by miało prawo poruszać się po drogach musi.. mieć tylko aktualne tablice rejestracyjne. Szyba może być posiekana w drobny mak, z auta mogą wystawać ostre krawędzie, spójność auta może być utrzymywana przez taśmę klejącą i... ma prawo poruszać się po drogach Michigan.
Na teście z prawa jazdy można zrobić 10 błędów w 40 pytaniach. Na egzaminie praktycznym wystarczy tylko nikogo nie przejechać, nie spowodować wypadku i już się zdało, więc jakim cudem oni się na tych drogach nie zabijają milionami sztuk rocznie? Po prostu boją się policji, odpowiedzialności karnej po spowodowaniu wypadku i 1-800 CALL SAM...;)

Najczęściej można tu "przydzwonić" w kogoś, kto za późno dostrzeże swój zjazd z autostrady i przecina kilka pasów, by w ostatniej chwili zjechać. W kogoś, kto przed chwilą kupił sobie kawę w McDonalds i właśnie mu się rozlała na kolana. W kogoś, kto właśnie się maluje przyglądając się sobie w lusterku wstecznym, itp. A także, gdy za szybko i za wcześniej wjedziemy na opisywany wcześniej interpas, i gdy los zechce, że akurat kierowca jadący z naprzeciwka też zechce w tej samej chwili wskoczyć na ów międzypas. A ticket czyli mandat najłatwiej jest dostać w piątkowy wieczór. Wszyscy dostają wówczas czeki z wypłatą, wielu z kierowców pierwsze gdzie jedzie, to zatankować trochę benzyny do auta i trochę promili do siebie i... nic tylko łowić tych DUI (prowadzących po spożyciu).
Zginąć w wypadkach można najczęściej w samochodzie prowadzonym przez nastolatków. Mają te 16lat na karku, mają prawo jazdy, mają swoje własne auta, mają młodzieńczą fantazję, ale nie mają rozumu... Chociaż, gdyby dorośli, to jak przystało na Amerykanów - też pewnie by go za wiele nie mieli...;) Wsiada czterech kolegów, którzy przed chwilą obejrzeli w TV wyścigi WRC, zagrali na komputerze w Colin McRae, i zapragnęli przeżyć to na żywo. Znajdują jakiś mało używany przejazd kolejowy na którym ich auto wyskoczy w powietrze tak, jak robi to Subaru Impreza WRC. Rozpędzają się, by lot był długi i... lądują na pierwszym drzewie, a drzwi auta otwiera im już Święty Piotr.

To, jak wspaniale się jeździ po Ameryce docenię dopiero wtedy, gdy wyląduję w Polsce i po kilkuset metrach po warszawskich ulicach będę chciał uciekać z powrotem! Gdyby w Warszawie wprowadzić amerykańskie zasady - korki by zniknęły. Ale że cwaniaczek cwaniaczka nie przepuści, nie ustąpi, wciśnie mu się tuż przed nos, zajedzie drogę z lewa, prawa (a gdyby się dało to z góry i z dołu) zablokuje skrzyżowanie na które wjechał "na późnym żółtym" i wstrzyma tym cały ruch poprzeczny - dlatego Warszawa stoi, a wszystkie amerykańskie miasta jadą. Taka niestety jest prawda!
Gdy czasami próbuję jechać po Stanach "po polsku", na cwaniaczka-wciskaczka, tak, jak robiłem to w Polsce przez ponad 150tys. przejechanych tam kilometrów, tu nie daję rady urwać ani minutki! Wciskając się w każdą możliwą lukę między autami, objeżdżając korek przez parking centrum handlowego, a czerwone światło przez McDonaldsa, itp. sztuczki, prawie zawsze jestem do tyłu względem aut, które ślamarzyły się w korku! Gdyby w Polsce ludzie nauczyli się cierpliwie czekać, ale mieli pewność, że gdy już jadą, to mogą jechać te dozwolone 45 czy 50mil na godzinę, to wszystko by się odkorkowało. Ale w PL nawet jak możesz się rozpędzić, to boisz się to zrobić, bo co chwilę ktoś bez sensu zmienia pas, zajeżdża drogę, wyskakuje z bocznej ulicy na sam środek jezdni i... efektem domina to, co powinno jechać - stoi, bojąc się, że za chwilę jakiś kamikarze, wciśnie się przed nasz rozpędzony samochód. Taka jest smutna prawda sprawdzona na 150tys. kilometrów po polskich drogach i 10 tysiącach mil w USA.
Powyższy opis i zachwyt nad amerykańskim stylem kierowania samochodami nie dotyczy chicagowskich kierowców (szczególnie taksówkarzy). W Chicago przetrwanie na ulicach jest równie trudne co w Polsce w dużych miastach. Wszędzie, gdzie emigranici z dzikich krajów (Polska, Meksyk) stanowią duży odsetek mieszkańców, kultura drogowa schodzi na drugi plan.

Oczywiście możecie mi napisać, że w USA ginie co roku około 60tys. uczestników ruchu drogowego. To 10-12x więcej niż w Polsce. Tak... Tylko że w USA jest 17x więcej samochodów, 71x więcej kilometrów autostrad (ponad 65tys. km, w porównaniu do 916km autostrad w Polsce), kilkaset razy więcej dróg krajowych i lokalnych.
Tutaj WSZĘDZIE dojeżdża się autem, nawet do osiedlowego "spożywczego"! Każda gospodyni domowa i każdy nastolatek ma swój własny samochód. Za 30dolarów zatankuje go do pełna. W Polsce nastolatek musi pożyczyć auto od rodziców, po składce przeprowadzonej wśród kolegów może zatankować co najwyżej 5litrów benzyny, która wystarczy na kilka powolnych, lanserskich rundek po mieście tatusiowym Seicento, F 126p, czy leciwym Golfem lub Passatem. Gdyby amerykańscy kierowcy mieli polską fantazję drogową, ginęliby w liczbie 1,000,000.00 sztuk rocznie!



1. Dwa pasy w jedną stronę, dwa w drugą. A pomiędzy nimy Interpas na który należy wjechać tuż przed drogą w którą chcemy lewoskręcic. Albo z takiej, podporządkowanej drogi wyjeżdżamy na ów pas, i tam czekamy aż zrobi się miejsce na pasie dla poruszających się w naszym kierunku jazdy. W Polsce taki pas byłby marnotrastwem i kolejnym miejscem do wyprzedzania. Tu jest błogosławieństwem.
2. A to jest jazda po amerykańsku. Na skrzyżowaniu są dwa pasy do jazdy na wprost. 6 aut stoi na pasie lewym (czasami stojących jest ponad 10), tylko 1 auto na pasie prawym, który kończy się dopiero 300 metrów za skrzyżowaniem. Zobaczcie, jak ci z prawego wpasa uprzejmie wpuszczą europejskich cwaniaczków. Zero negatywnych emocji, zero złośliwości, zero blokowania, zero hamowania - czysta płynność.
3. A tak jeździ się po amerykańskich autostradach. Cztery pasy w jedną stronę, wszystko posłusznie porusza się z prędkością 70mil na godzinę (112km/h). No prócz mnie, mającego odwagę dodać sobie te 5-6mil "na zegarach". Po prawej wyprzedzana Corvette. I po co im tutaj takie samochody? A w radio słychać kolędy, mimo, że to topiero początek listopada.
4. A tak wygląda amerykański wypadek. Zablokowane całe ruchliwe skrzyżowanie. 4 radiowozy zabezpieczają miejsce wypadku. W Polsce korek sięgałby pewnie kilometra, a tutaj zamknięte skrzyżowanie objechałem w 50sekund. Można na tym filmie także zobaczyć, jak się legalnie jeździ na czerwonym świetle. A na szybie auta naklejka informująca, że wspieram finansowo policję - legalnymi dotacjami, a nie łapówkami jak w Polsce...;)


Autor: Daniel Sen
http://stany.blog.pl/

 

Komentarze 

 
0 #1 Mateusz 2011-01-13 23:02
No i tak mała liczba wypadków w USA wynika z dobrych dróg.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Komentarze dodawane są od razu i automatycznie, jednak dodając je zgadzasz się z postanowieniami w regulaminie.

Kod antysapmowy
Odśwież

Samobójstwo - Szkoła jogi Kraków - cambridge academy kurs opinie - Manchester United - tanie loty Kanada