Zakupy w USA - prawie za darmo (Daniel Senderek)
Autor relacji z wyjazdu: Daniel Senderek
Wspominałem już, że w USA kupuje się tanio? Że rok temu, w wakacje 2008, kiedy to dolar był po 2zł wydawało mi się, że oni tutaj wszystko rozdają za półdarmo? Że korzystając z kuponów rabatowych, zniżek, promocji, wyprzedaży, transakcji wiązanych można kupować rzeczywiście za 10% ceny nominalnej albo nawet dostawać rzeczy ZA DARMO? No więc teraz opiszę, jak takie zakupy wyglądają w praktyce...
Kohl's - sklep z ubraniami i innymi niezbędnościami do gospodarstw domowych. Idziemy, kupujemy cokolwiek, by przy kasie pani zapytała nas - czy chcemy otrzymać 5$ zniżki przy następnym zakupie? Oczywiście, że chcemy, więc jedyne, co musimy zrobić, to podać swój adres e-mail. Podałem, jeszcze tego samego dnia dostałem e-mail z kuponem rabatowym. Wydrukowałem go sobie i dzień później pojechałem na zakupy. Wybrałem sobie koszulę i spodenki na 90% wyprzedaży. Warte jeszcze kilka dni wcześniej 84 dolary, ale, że sezon się skończył, kupiłem je za ów wydrukowany kupon + 3,60$ dopłaty. Oczywiście mogłem wybrać sobie cokolwiek za owe 5$ i wtedy zapłaciłbym kuponem - otrzymując to za darmo. Adresów e-mail mam kilkanaście... Jeszcze coś dodawać, czy wiecie już, jak kupować w Kohl's za darmo?;) Konsekwencje owych zakupów - w pierwszym tygodniu 5 reklamowych e-maili od tego sklepu...;)
Za taką samą darmoszkę założą nam w Kohl's kartę kredytową (z 1500 dolarowym limitem) do założenia której nie zachęcą nas tak, jak w Polsce co najwyżej dodaniem 100 punktów do naszej "skarbonki" (których to punktów trzeba zebrać kilka tysięcy, by można je było później zamenić np. na breloczek czy zapalniczkę;). W Kohl's za wyrobienie karty dadzą nam kupon na 10dolarów. Wydanie karty nic nas nie kosztuje, prowadzenie rachunku także, a zakupy za jej pomocą dają dodatkowe 15% zniżki... Więc na czym oni zarabiają? Na tym, że spóźnimy się z wpłaceniem pieniędzy za nasze zakupy. Do domu przyjdzie nam rachunek, miesięczny okres do zapłaty, a jak się nie wyrobimy, to oddajemy 22% w stosunku rocznym. A że Amerykanie uwielbiają się spóźniać...
Wallgreens, CVS Pharmacy, Rite Aid, itp... Skończyło się halloween, więc pora na cukierki. Już w wieczór Halloweenowy wszystkie słodkości i gadżety halloweenowe były o 50% taniej. Należy odczekać tydzień, by przeceniono je o kolejne 25 % - czyli wyrwiemy je za 1/4 ceny. Gdy ma się "nerwy ze stali" można poczekać jeszcze dłużej, aż nastąpi 90% off - ale nie sądzę, by moje ulubione Snickersy wytrwały do tego czasu... Kupiłem ich ponad 8kg, za cenę... - no właśnie, zgadnijcie, ile wyszło za kg, albo w przeliczeniu na jeden 58gramowy batonik... A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że Snickersy nie mają żadnych halloweenowych znamion (opakowań, kolorów czy dyniowego smaku) - po prostu wyprzedaż to wyprzedaż.
Oczywiście normą są transakcje wiązane - kup 10 rzeczy, a za każdą z nich zapłacisz 50centów (nawet jak normalnie kosztuje 2,5dolara). Tak więc wrzucamy do koszyka 5 Chapstick i 5 opakowań cukierków Halls i mamy te 10 rzeczy w sumie za 5dolarów, a nie za 13,90$ czy za 23,90$. Albo ciastka, które osobno kosztują 2,99 za paczkę, ale gdy kupimy 3 opakowania dostaniemy je w sumie za 6dolarów + dodadzą nam za darmo 2 galony (prawie 8 litrów!) mleka - wartego kolejne 4 dolary, by nam się smaczniej te 1,5kg ciasteczek Klebler jadło popijając np. kakao. Myślałem, że tylko ja potrafię robić zdjęcia "good dealowych" zakupów! Ale, o matko!, widzę, że tutaj powstają całe blogi, których jedyną treścią jest tylko i wyłącznie okazjoholictwo! Ludzie kupują, robią zdjęcia, liczą wydatki i oszczędności i tak dzień po dniu! Mają to ułatwione, bo cyfrą, która jest największą czcionką wypisana na każdym paragonie to nie cena do zapłaty, a właśnie nasze OSZCZĘDNOŚCI dzięki karcie rabatowej ich sklepu. Nasze zyski są sumowane i po kilkudziesięciu zakupach mamy zaoszczędzone setki dolarów - to oczywiście później wykorzystywane jest w reklamach TV - jak to doskonale oszczędza się będąc stałym klientem WallMart, Kroger, itp.
W BestBuy do zakupionego laptopa Toshiba dodadzą nam 32 calowy TV LCD tej samej marki, a w innym sklepie ABC Warehouse do zakupionego łóżka dodadzą nam 50 calowy TV, by było co oglądać z naszego KingSizowego materaca. Oczywiście, owe dodatki są zapewne wkalkulowane w cenę owego pierwotnego zakupu, ale myślę, że całkiem dobry laptop Toshiba + 32 calowy TV Toshiba za 650$ to jednak dobra cena. Możemy kupować awaryjne ładowarki Nokia przecenione z 19,99$ na 1,99 dolara (w których są baterie warte ponad 4dolary), etc.
Rok temu, za przyprowadzenie do banku klienta, którego namówimy do otworzenia konta (oczywiście prowadzonego za darmo) bank dawał nam, jako polecającemu 25dolarów w prezencie, oraz nowemu klientowi tyle samo na start (mój bank dawał kartę upominkową do sklepów Target o takiej właśnie wartości). A Chase bank ofiarowywał nawet 100$! Wystarczyło być tylko pracownikiem np. domu spokojnej starości, wziąć kilkunastu swoich podopiecznych na wycieczkę do banków, otworzyć im konta we wszystkich możliwych bankach tak wynagradzających fererentów i... zgarnąć po kilkaset $ od siwego, seniorskiego łebka;) I Wy się dziwicie, że tutaj banki poupadały?
To wszystko są legalne metody. Włączając "szperacz" Polaczka - cwaniaczka, można tutaj dorobić się na samych zakupach. Kupować w promocji "kup jeden - weź drugi gratis", i oddawać z powrotem tuż po zakończeniu promocji obydwa przedmioty albo sam gratis, bez paragonu. Oczywiście, że nam przyjmą i co najwyżej nie oddadzą gotówki, a przeleją kasę na kartę podarunkową. Kupimy coś za pieniądze z tej karty i wtedy już oddamy rzecz legalnie z paragonem - otrzymamy zwrot pieniędzy. Oczywiście połowę tej rzeczy (np. kosmetyku) możemy zużyć i... oddać z uwagą, że jesteśmy na niego uczuleni.
Albo już zupełne przegięcie, które jednak często ma miejsce - Kupujemy najtańszą latarkę Inova za kilka dolarów. Flagowy model tej firmy kosztuje ponad 50$. Co robimy? Skanujemy kod kreskowy z tej naszej taniej latarki, drukujemy na samoprzylepnej naklejce. Idziemy do sklepu, naklejamy kod taniej latareczki w miejsce kodu wypasionej latarki Inova X03 5.8 Watt LED wartej 55$ - myślicie, że ktokolwiek w kasie zauważy różnicę? NIE! Oczywiście, że możemy oddać latarkę następnego dnia - bez paragonu, Target da nam kartę upominkową na sumę 55 dolarów... Dwie latarki dziennie i nie trzeba pracować. Nikt w USA nie otworzy nam pudełka, by sprawdzić czy w środku jest to, co powinno. Kupujemy czajnik za 9,99$ a do czajnika wkładamy kamerę cyfrową za 999$. I ja się dziwię, że upadło tutaj tyle fajnych sklepów - z Circuit City na czele...
Rzeczy możemy reklamować, oddawać zużyte tuż przed końcem gwarancji i dostawać nowe. Kupować open-boxy albo refurbish (nowiutkie kompletne sprzęty z otwartych opakowań, gdy np. komuś nie spodobał się prezent i oddał do sklepu, albo rzeczy odświeżane przez producentów), wysyłać je do Polski wystawione na e-bay albo allegro jako nowe - mało kto się zorientuje. Nawet dziś, kupując czekoladowego shake'a w McDonalds i zorientowawszy się, że pracownik za późno włączył czekoladowy dodatek mogłem zapytać - Myślisz, że jest dostatecznie czekoladowy? - bez żadnego zająknięcia dostałbym drugi Shake. Ale 2litry Shake'a to nawet ja bym nie przyjął;)
Tu naprawdę ludzie chodzą z kuponami i kupują to, czego nigdy by nie kupili! A robią to tylko dlatego, że mają 1 dolara off na owym produkcie. Albo kup jeden, drugi weź gratis. Matka ciągle namawia mnie, bym sobie kupił te dwa garnitury (tzn. jeden, bym drugi dostał gratis) mimo, że ja nawet w jednym nie chodzę;) Tak to tutaj działa, powodując, że Amerykanie konsumują 4x więcej dóbr, niż reszta świata. Może w Polsce też kiedyś na to wpadną? Że nic tak nie przyciągnie klienta do sklepu, jak kawałek papieru z gazety, który daje im prawo kupić coś o dolara taniej, o 10% taniej, albo dostać drugą rzecz za darmo (nawet jak za pierwszą zapłacą 200%). W Polsce przyciągną nas do sklepu bananami za 2,99, a gdy już zjawimy się w Tesco czy Carrefour, to banany już są oczywiście wykupione i znów zrobiono z nas głupie małpy;)
Tu jeśli na coś jest na tyle dobra cena, że zostanie to wykupione, dostaniemy Rain Check, który upoważnia nas do kupienia tego w tej niskiej cenie w dowolnym terminie, gdy tylko znów się to znajdzie na półkach. Nie dotyczy to rzeczy, które są wyraźnie oznaczone - NO RAINCHECK.
I tak to w USA wygląda. Gdyby w sklepach była polska podejrzliwość, to kolejki przy kasach byłyby kilometrowe, skoro pani w PL musi otworzyć każde pudełko, by sprawdzić, czy zamiast żarówki za 0,99 nie ma żarówki za 1,29zł. O zwrotach czegokolwiek w Polsce już chyba nie mam co wspominać?
Biedronki, Carrefour, E.Leclerc, Kauflandy, Tesco, i inne takie. Zobaczcie, jak to się robi w USA i sami się nauczcie. Zamiast tony makulatury w skrzynkach pocztowych, z której każdy ewentualny klient wie, że nawet jak znajdzie coś ciekawego w promocji, to musi pojawić się w sklepie tuż po jego otwarciu, bo chwilę później wszystko zostanie już wykupione - wysyłajcie malutkie kartoniki na których wydrukujecie monetkę 2 czy 5złotową. Ludzie będą walić drzwiami i oknami, by sobie za te 2złote coś kupić. Oczywiście wiem, że zaraz dodacie zapis, że te 2zł należą się, gdy klient wyda 10zł czy 20zł... Ale Wy oczywiście wolicie w swojej najlepszej promocji dodać trzecią butelkę Coli do dwóch zakupionych, bo Coli przy wigilijnym stole nigdy dosyć!;)

1. Kupon rabatowy z Kohl's. 5dolarów rabatu na następny zakup. Szukamy czegoś za 4dolary i.. dolara nam jeszcze oddadzą;) A kupon dostajemy gratis za podanie im naszego adresu e-mail.
2. Moje ulubione snickersy na mojej podłodze kupione na poHalloweenowej wyprzedaży - 75%. 7,5kg chrupiących pyszności dających 35tys. pustych kalorii;)
3. Open Box, czyli rzecz, raz już sprzedana, która nie spodobała się jej właścicielowi i zwrócił ją do sklepu. Cena nominalna 1400$, cena promocyjna, 1050$, cena otwartopudełkowa 999$- to jak widać MacBook Aero - gadżet warty w Polsce około 5tys. PLN.
4. Skoro jedna energooszczędna żarówka kosztuje 59 centów, to czy ktokolwiek będzie podmieniał niefirmową żarówkę na firmową Osram lub Philips - tak, jak to się dzieje w Polsce, gdzie takie spiralne firmowe żarówki kosztują po 20zł? NIE!
5. Dwa dalmierze Stanley warte w Polsce 162zł każdy (czyli 114$ za dwa), w USA kupiłem za 6,26$ za dwie szt! Jak? Otwieramy konto w banku, dostajemy za jego otwarcie (albo za przyprowadzenie kolejnego klienta) kartę prezentową o wartości 25, 50 czy nawet 100$ i nią właśnie płacimy za takie piękne mierniki:) Prowadzenie rachunku gratis, używanie karty gratis - więc na czym zarabia bank? Na tym, że kiedyś się zagapimy, wejdziemy na minus i dowalą nam 35dolarów kary za każdą transakcję, którą wykonamy pożyczonymi przez nich pieniędzmi. Kawa 99centów + 35 dolarów kary, za wejście w debet zafunduje nam najdroższą kawę w życiu;) Obama już się tym zajął i bank ma od razu informować nas o debecie, a nie po miesiącu, gdy wykonamy kilkanaście płatności, za które później musimy zapłacić kilkaset $!
Autor: Daniel Senderek
http://stany.blog.pl/








Komentarze